piątek, 16 stycznia 2015

Pestowy debiut.

Kolejny post. Jeden na tydzień, no nie powiem, mam niezłe tempo ;)
Na urodziny, od twitterowych znajomych dostałam wymarzony blender <3 o raaaaju! Wyobraźcie sobie moje szczęście ;) Nawet teraz, gdy to piszę, uśmiecham się od ucha do ucha! 
Skoro mam blender, to w końću mogę zadebiutować z domowym pesto. Kiedyś zrobię moje ulubione, pietruszkowe, a dzisiaj prezentuję galimatias pestowy ;)


Potrzebujemy:

duuuużą garść roszponki
mały kawałek papryczki chili 
mała cebula
pomidor
czubata łyżka sezamu
3 łyżeczki kaparów
szczypta soli
odrobinę chili w proszku
płaska łyżeczka pieprzu
3 łyżki oliwy z oliwek


Czyli co... sezam prażymy chwilę na patelni. Papryczkę, cebulę i pomidora kroimy w dużą kostkę. Roszponkę wrzucamy do pojemnika, w którym już są pozostałe składniki. Dprzucamy przyprawy. Na samym końcu dodajemy oliwę z oliwek i wszystko razem miksujemy na gładką masę. Jeśli uznamy, że chcemy, by nasze pesto było bardziej oleiste, dodajemy jeszcze łyżkę oliwy z oliwek.
Tadam!






poniedziałek, 5 stycznia 2015

Maleństwowe miejsca ;)

Minęło sporo czasu od ostatnich, maleństwowych wypocin na temat jedzenia! Czas najwyższy coś z tym zrobić... ;) 
Z racji posiadania mnóstwa wolnego czasu, nowego kuchennego przyjaciela w postaci blendera i jednego z wielu postanowień na nowy rok, wracam z motywacją i nowymi pomysłami na Maleństwo bloguje! ;) Wam proponuję trzymać kciuki, bym wytrzymała w postanowieniu więcej niż miesiąc ;)

Na noworoczny powrót wybrałam wytypowanie moich ulubionych miejsc na kulinarnej mapie Poznania z ubiegłego roku. Wczoraj męczyłam się z listą, bo jak mam wybrać tylko kilka, skoro niemalże każdy mój wybór był strzałem w dziesiątkę :P No cóż... najpierw wypisałam na kartce 10 miejsc, jednak nie będę Was tyle zanudzać (chociaż już wstęp zaczyna być za długi :D) i ogarnęłam się do 5 miejsc, do których chętnie wrócę w 2015 roku ;)

Kolejnośc przypadkowa, bo jak dokonać numeracji miejsc, które są naj naj :P Nie da się noooo ;)

1. MIXTURA (Pasaż Apollo)
Ile razy słyszałam, że kuchnia wegańska i wegetariańska jest nudna dla kogoś, kto lubuje się w mięsie...  Oj jak bardzo się takie osoby mylą ;) To właśnie w Mixturze miałam do czynienia po raz pierwszy z burgerem bez mięsa, za to z przepysznym kotletem z bakłażana ;) Można? Można!
Śmiem twierdzić, że zakochałam się w tym miejscu nie tylko od pierwszego kęsa, ale również od pierwszego spojrzenia - tak jest tam ślicznie ;) 



2. MOLOKO SHAKE (Rybaki 12)
Shake? Kieruj swoje kroki na Rybaki. Nic Ci nie mówi ta ulica? Znajdź Manekina i wieczną kolejkę a znajdziesz Moloko Shake ;) W ubiegłe lato wybrałam się tam kilkanaście razy i poza zmrożonym mózgiem, więcej grzechów shake'owego raju nie pamiętam ;) Jak to mówią, dobre miejsca nie potrzebują reklamy i tyle ;))


3. YEŻYCE KUCHNIA (Szamarzewskiego 17)
Ktoś plotkował, że na Jeżycach nic fajnego nie powstanie, no i co? Powstała najlepsza lodziarnia w Poznaniu i miejsce, które deklasuje moje niedzielne obiady ;) Dosłownie! Właśnie próbuję sobie przypomnieć coś niemiłego z YK i... nie ma czegoś takiego jak "coś niemiłego z YK" :D Na samą myśl zrobiłam się głodna :P W ogóle na Szamarzewskiego miałam pierwszy raz do czyniania z kaszą pęczak i zakochałam się w niej na zawsze. Bo akurat kasza nie ma nic do gadania w naszym związku ;) Wybierz się na weekendowy obiad! Wyjdziesz najedzony i szczęśliwy ;)




4. BIGFOOT COFFEE SHOP (Pasaż Apollo)
Cześć, jestem Asia i jestem uzależniona od kawy ;) To jest odpowiedni wstęp do tego miejsca ;) 
Mikroskopijną kawiarnię z duszą prowadzi Amerykanin, który nie tylko zajmuję się parzeniem kawy ale również fotografią (Erik Witsone) ;) I trzeba przyznać, że na tych rzeczach zna się bardzo dobrze! Jeśli dobrze pamiętam, zabrałam tam swoją Justyn, która nie pija kawy, więc dostała coś kawopodobnego i została oczarowana ;) Polecam wybranie się do BCS latem, gdy można wylegiwać się przed kawiarnią ;)


5. PIECE OF CAKE (Żydowska 29)
Tak jak w przypadku Mixtury, miłośnicy mięsa muszą się wstrzymać ze swoim apetytem i zasmakować w totalnie innym niebie kulinarnym. Kawiarnie prowadzi dwójka ludzi, którzy zaczynając od sosów, kończąc na pieczywie, robię wszystko sami. Ich słodkie to niebo w gębie! O kanapkach nie wspomnę, bo zaraz zacznę gryźć swój język :D
Mam nawet swoją Paulinę, która chętnie wybiera się ze mnie do PoC na wegańskie kanapki ;)


Tyle od Maleństwa ;) Na rok 2015 już się tworzy lista... wkrótce nowe miejsca ;) 

piątek, 12 września 2014

But first... zrób mi omlet ;)

Broniłam się przed porannym omletem. No i się złamałam, jak to typowa kobieta. Moja silna wola jednak nie ma się dobrze skoro uległam tak łatwo. Przesadziłam z tym "łatwo", bo robiłam to zaciekle przez dwa lata ;) Ha! Mam Was :P
Dość owijania w bawełnę, tylko zabieramy się za pichcenie!



Potrzebujemy:

2 rozkłócone jajka
1/2 małej papryki
2 pomidory
2 średniej wielkości pieczarki
szalotkę ze szczypiorkiem
2 plastry szynki
sól pieprz
ulubione zioła
łyżkę oliwy z oliwek
opcjonalnie rzodkiewka

Będzie szybko i smacznie ;) czyli... rozkłócone jajka doprawiamy według uznania, bo co ja Wam będę mówić, skoro doskonale znacie swoje podniebienia ;) Odstawiamy na dłuższą chwilę.
Teraz zabieramy się za nasz farsz. Pomidory i paprykę kroimy w średnią kostkę. Cebulkę siekamy a szynkę i piekarki kroimy w paski.
Rozgrzewamy naszą oliwę z oliwek na patelni i przez krótki czas podsmażamy warzywa + szynkę. Odstawiamy zawartość patelni i wylewamy na nią naszą masę jajeczną. Robimy to zdecydowanym ruchem, by masa pokryła całe dno. Płaską kopystką (poznański slang, wybaczcie ;)), podważamy brzegi, gdy widzimy, że się ścinają. Mamy doprowadzić do tego, by płynna masa jajeczna poprzez podnoszenie ściętej, spływała pod spód.


Wrzucamy nasze warzywa na połowę omletu i jeszcze przez moment trzymamy nasz posiłek na patelni. Starajmy się nie przekroczyć 4 minut ;) Delikatnie zsuwamy danie na talerz i przykrywamy "kołderką" ;) Wierzch posypujemy szczypiorkiem i pomidorami a rzodkiewki będą nam robiły za przygryzkę ;) 
Btw nie mam pojęcia przed czym się tak wzbraniałam ;)



Smacznego :*


czwartek, 11 września 2014

Makaron orkiszowy w roli głównej.

Cud miód box moi drodzy to super sprawa ;) Raz w miesiącu smakołyki lądują na Maleństwowej Wildzie pod same drzwi, więc... jak ich nie kochać ;)
No i takim oto sposobem, na dzisiejszym obiedzie, pierwsze skrzypce grał makaron orkiszowy. Przyznam szczerze, że to pierwsze moje zetknięcie z takim makaronem ;) I coś myślę, że na jednym spotakniu się nie skończy <3 Przynajmniej jest jednostronne #lowkilowki!
No ale to nie o mojej miłości ma być mowa, tylko o daniu obiadowym ;)
Nie chcę wytykać palcem ale taka jedna twitterowiczka => @Hichotka, poprosiła o rozwinięcie przepisu i tadam, najpierw zdjęcie, potem przepis ;) Wszystko musi być zachowane, co nie? ;)


Potrzebujemy:

makaron orkiszowy
2 świeże pomidory
3 suszone pomidory (pochwalę się, bo ususzyłam w maleństwowym piekarniku)
szalotka z zielonym szczypiorem
1/2 małej papryki
mały kawałek wędzonego boczku
mały jogurt grecki
jedno jajko
sól pieprz 
ulubione przyprawy
2 łyżki oliwy z oliwek

Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. 
Pomidory myjemy, osuszamy i kroimy wedle uznania (paski, ósemki, kostkę). Paprykę i cebulę kroimy w małą kostkę, natomiast boczek w cienkie paseczki. 
Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, wrzucamy warzywa (bez świeżego pomidora i szczepiorku od szalotki) i boczek, no i wiadomo, co robimy ;) Smażymy!
W międzyczasie odcedzamy makaron, bo przecież zdążył już się nam ugotować (mniam!) i zabieramy się za łączenie 3 łyżek jogurtu greckiego i jajka. Doprawiamy do smaku, tak jak lubimy najbardziej i wlewamy masę na patelnię. Mieszamy tak długo aż masa się zetnie (postarajmy się, by nie trwało to dłużej niż 2 minuty). Teraz pozostaje połączyć makaron z naszym sosem, nałożyć ładnnnnie do miski/głębszego talerza, posypać pomidorkami i posiekanym szczypiorkiem, poszukać widelca i... można jeść ;)

Smacznego! ;)






środa, 10 września 2014

Przetwory? ;)

Ojoj co się dzieje w Maleństwowej kuchni? Pachnie przetworami, a raczej dżemorami <3 MNIAM!
Tyle mam do powiedzienia w tym temacie ;) A co tam! 
Zaczęło się niewinnie... kupiłam kilogram najzwyklejszych śliwek ;) To był błąd! Po telefonie do Maleństwowej Izy i wyszukaniu zapieczętowanemu kilogramowi cukru, Asia wzieła się za dżemorowanie ;)
No i tym sposobem obdarowana została Mama, Karolina, Paulina i Magdalena ;) Wszystkie kobietki zachwalają ile mogą (spokojnie, nic im nie zapłaciłam ;) Dobra, dostały śliwkowe szaleństwo za darmo ;)) i dlatego Maleństwo postanowiło przyjąć zaproszenie od poznańskiego SPOT. na wystawę słoikową ;) 


Czyli tak, przyszła niedziela, tj. 14.09, znajdziecie Maleństwo na Dolnej Wildzie 87 i będziecie mogli zakupić:

dżemor śliwkowy
dżemor śliwkowo - pomarańczowo - winogronowy
dżemor figowy
lecze wegetariańskie
sos do makaronu, putanasca 


No i jak z Wami będzie ;)? 

czwartek, 4 września 2014

Tortilla z warzywami. Z mięsem.

Wrzesień. Wrrr od razu kojarzy się z krótszymi dniami, chłodnym wiatrem i deszczem. Maleństwo nie lubi deszczu ale deszcz lubi Maleństwo, bo zawsze leci na mnie. Ciężkie to życie! :D Grunt, że kuchnia przez cały rok jest taka kochana i pozwala na maleństwowe rewolucje :) #tylewygrać
Tyle gotowałam, tyle fociłam, a nie miałam czasu dodać przepisów, bo doba krótka, bo zmęczenie, bo miliony wymówek.
Powrót zaczynam od tortilli. Szybko, smacznie i później turlasz się po mieszkaniu ;) Inaczej się nie da ;) Serio, serio!


Potrzebujemy:

opakowanie tortilli (niebawem będzie podejście do zrobienia własnej!)
mała papryka
4 pieczarki
szalotka
1/2 średniej cukinii
3 polędwiczki
4 pomidorki limo
mały jogurt grecki
2 ząbki czosnku
sól
pieprz
słodka wędzona papryka




Warzywa kroimy według uznania, w kostkę, podłużnie, jak kto woli. 
Polędwiczki doprawiamy przyprawami i zalewamy oliwą z oliwek, by przeszły w smaku. W międzyczasie - do jogurtu greckiego dodajemy czosnek, wcześniej drobniutko posiekany, łączymy ze szczyptą soli, pieprzu i papryki. Dokładnie mieszamy i wstawiamy do lodówki, gdzie nasz sos będzie czekał na finisz przygotowań ;) 
Pieczarki i kurczaka smażymy na oliwie z oliwek i dodajemy do naszej tortillowej rodzinki smakowej ;) Na samym końcu podgrzewamy nasze tortille, by nam grzały obiad ;)






Czyli smacznego, czy coś w ten deseń ;)

niedziela, 6 lipca 2014

Udko w marynacie czosnkowej z sałatką z pomidorów i pieczonymi ziemniakami.

Wróciłam. Tak na dobre. Już teraz. Znowu nabrałam ochoty na gotowanie. Powróciła dawna radość życia i nie ma żadnego patrzenia w przeszłość! Tylko w przyszłość! :) Bo tak najlepiej. 

W planach tak dużo do ogarnięcia, ale zaczynam od tych przyjemniejszych zmian. Częściej posty, nowe cykle i dużo Maleństwa :) ostrzegam! Będziecie mieć mnie dość ;) Miłej #sunday :)



Dzisiaj obiadowo. Trochę czosnku, więc gdy chcesz się całować, pomyśl dwa razy przed pichceniem ;)  no jedynie, że oboje będziecie romantycznie pachnieć czochem <3 #lowkilowki MIĘSO (bo się domagają), trochę zdrowo, bo sałatka z pomidorów i tadam - obiad, że palce lizać!

Potrzebujemy:

udko z kurczaka
2 ząbki czosnku
5 łyżek oliwy z oliwek
łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
szczypta soli i pieprzu
łyżeczka pregano

kilka młodych ziemniaków
łyżka oliwy z oliwek połączona z solą i ulubionymi ziołami

3 kolorowe pomidory
szalotka ze szczypiorem
sól
kolorowy pieprz
łyżka octuu balsamicznego
łyżka oliwy z oliwek

Udko dokładnie płuczemy i wycieramy z nadmiaru wody. Przygotowujemy marynatę, w której przetrzymujemy kurczaka przez 30 minut! W międzyczasie szoru szoru ziemniaki, bo będziemy ze zapiekać w mundurkach. Kroimy je w ósemki i zalewamy marynatą oliwną. 
Piekarnik nagrzewamy do 180'C i na początku pieczemy samego kurczaka. Po 10 minutach dodajemy ziemniaki i zapiekamy razem od czasu do czasu polewając oliwą z oliwek, by obiad się nie spalił i nie był suchy! Zrozumiano?! :) Wyciągamy po 35 minutach (no jedynie, że stwierdzicie, że 5 minut dłużej będzie spoko dla kurczaczka).
Teraz zabieramy się za sałatkę z pomidorów, która jest tak skomplikowana jak moja podróż na Rynek Wildecki <3



Pomidory myjemy, kroimy wedle uznania (kostka mała/duża, piórka, od koloru do wyboru). Z cebulą czynimy to samo. Doprawiamy do smaku. Polewamy (nie, nie alkoholem ;) ) octem balsamicznym i oliwą z oliwek. Mieszamy i czekamy aż te cacka z piekarnika będą dobre ;)



No to co, smacznego i miłej niedzieli!



poniedziałek, 12 maja 2014

Słodkie z rabarbarem raz!

Zebrałam w sobie wszystkie siły i zawojowałam kuchnię (przynajmniej tak mi się wydaję! ;)).
Rabarbar kupiłam z wyprzedzeniem, więc tym razem nie było wymówki i zabrałam się za pracę ;) Trochę oszukiwałam, bo przepisowe 4 łodygi wcale nie poszły do ciasta, tylko 3. Nie mogłam się oprzeć smaku dzieciństwa i pochłonęłam jedną zanim się zorientowałam ;) Nawet kwaskowaty smak nie był w stanie mnie odciągnąć od podjadania ;) No ale nie o podjadaniu tylko miało być o pieczeniu, więc przed Wami zdjęcie końcowe i przepis! :)


Ciasto:
1 szklanka cukru
1/4 szklanki oleju
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 szklanka maślanki
1 jajko
szczypta soli
olejek waniliowy
3-4 łodygi rabarbaru



Rabarbar obieramy z włókien i kroimy w 1,5 cm kawałki. Cukier ubijamy z olejem, dodajemy jajko i miksujemy przez kilka minut. Następnie zamieniamy mikser na kuchenną łyżkę i resztę składników łączyć będziemy manualnie ;) Na zmianę dodajemy mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną, solą z maślanką. Na samym końcu wlewamy olejek waniliowy i mieszamy przez chwilę. Następnie wylewamy 90% masy na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Układamy pokrojony rabarbar. 





Do reszty masy dodajemy:
5 łyżek mąki
6 łyżek cukru 
1 łyżeczka proszku do pieczenia


Powstałą masę rozdrabniamy palcami na okruchy i posypujemy kruszonką na wierzch ciasta. Całość pieczemy przez 40 minut w 170'C.


Palce lizać! :)

piątek, 28 marca 2014

CUD MIÓD BOX part3.

Kolejny #cudmiódbox, kolejna niespodzianka, kolejne nowe smaki.
Śląskie szkloki nie były dla mnie nowością, bo taka jedna z południa podesłała mi te smakołyki :)
Kajmak to takie moje #tylewygrać! Obawiam się, że w przyszłym tygodniu zginę w kuchni na cały dzień (albo kilka dni) ;) tylko nie wiem, czy będę wyjadać ze słoika, czy dodam do czegoś ;) #takasytuacja
Chrzan, ostry chrzan przyda się na święta. Chyba nie podzielę się z nikim :3
Vinegrette prosto od #Weranda! Już wiem, że będą kolejne zakupy w Werandzie!
Jest pysznie! Polecam Cudmiódbox :) Maleństwo.










piątek, 7 marca 2014

CUD MIÓD BOX part2.

Luty zaowocował drugą paczką do CUDMIÓDBOX
Tym razem znalazłam tam... co ja będę pisać?! Sami zobaczcie! :)