czwartek, 4 lutego 2016

Kwadratowo, czyli instagramowe podsumowanie stycznia.

Instagramowe podsumowanie, czyli obrazki, wszędzie będą obrazki. Zajrzałam na swoje konto i serio, zrobiłam się momentalnie głodna! Dobrze, że kaszotto się robi, bo inaczej łykałabym ślinę :D


1. Zmusili do grania w planszówki, ale okazało się to zajęciem całkiem przyjemnym. Na tyle, że mam w planach sama coś zakupić do mieszkania :) 2. Ostatnio mój mistrzowski popis umiejętności kulinarnych, czyli makaron z boczkiem, sosem ze świeżych pomidorów, dużą ilością chili i czosnku! 3. Czyszczenie lodówki przed przeprowadzką, czyli risotto z kurczakiem, szczyptą curry i szpinakiem. W nowym mieszkaniu dojdę do perfekcji z tym daniem! 4. Moje "adoptowane dziecko" #foodprojectbysb :) Testowanie nowych smaków w LeTarg Bistro&Bar i pita buraczana z pastą z avocado i jajkiem w koszulce na pierwszy ogień!


1. Śnieg najbardziej cieszy z mrozem, w innym duecie się nie lubimy! 2. Kubki Magic Mug to tak śliczne rzeczy, że w momencie, gdy tylko je dostałam w prezencie, stały się moimi ulubionymi! 3. Styczeń to oczywiście Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy! Wcześniaki pomagają innym wcześniakom :) 4. Moja pierwsza styczność z karczochem i chyba się polubimy :) Zobaczymy w lutym!


1. Ośla Ławka, która sprawi, że zapomnisz o złych wspomnianich ze szkolnej stołówki :) Niebawem kilka słów o tym miejscu u mnie i u Maćka :)  2. Tapasta, czyli moje styczniowe rozczarowanie. Planuję zrobić zestawienie dobrych miejsc, gdzie zjesz przepyszny makaron i gdzie nitki będą krzyczeć do Ciebie "więcej razy tutaj nie przyjdę", więc czekajcie ;) 3. Kolacja degustacyjna zimowej karty Nifty no.20! O tym będę musiała napisać więcej, bo było tak przepysznie, że grzechem byłoby o tym nie wspomnieć! Już teraz Wam powiem, że śmiało rezerwujcie czas i odwiedzajcie restaurację, by spróbować KAŻDEGO dania z nowego menu :) 4. Minister Cafe, czyli tam, gdzie prowadzą wszystkie drogi! O tej kawiarni i pozostałej trójce możecie przeczytać tutaj :)


Jeśli coś jest różowe to musi mieć więcej uwagi! Moje nowe cacko, w którym jestem totalnie zakochana! Nawet lepiej się piszę posty i scrolluje Instagrama :) Potwierdzone info!

Teraz wracam do objadania się pączkami, bo przecież od dzisiaj zaczynam maraton ze słodkimi kaloriami, których niegdy nie jest za mało! :)

piątek, 22 stycznia 2016

Wchodzi kawa, cała na czarno, czyli moja kawiarniana trójka w Poznaniu!

Ostatnie kilka (albo i kilkanaście) tygodni spędziłam nad ogarnięciem tego, czy maleństwo bloguje będzie dalej żyło, czy się pożegnamy. Doszłam do wniosku, że jednak nie potrafię zamknąć na cztery spusty czegoś, co sprawia mi radość. Jedzenie jest cudowne, ale czasem miło napisać kilka słów od siebie, więc maleństwo bloguje zostaje! Ze spokojem tam :)
Ze wstydliwym rumieńcem na twarzy spoglądam na ostatnią datę publikowanego tekstu... o zgrozo! WRZESIEŃ, czyli zrobiłam to źle. Skoro postanowiłam wrócić, tak na dobre, to na rozpoczęcie napiszę o czymś, co sprawia mi po jedzeniu, drugą radość w życiu. Kawa. Czarna, z mlekiem, posłodzona, gorzka, alternatywna, z ekspresu, od koloru do wyboru. Momentalnie mam uśmiech na twarzy, gdy idę do swoich ulubionych kawiarni w Poznaniu i dostaję to, po co przyszłam. Po wspaniały, czarny nektar, który potrafi zamienić nawet najgorszy dzień na lepszy.
Od jakiegoś czasu w Poznaniu można zaobserwować przyrost dobrych miejsc, gdzie bariści, jak i sami właściciele, zwracają dużą uwagę na to w jaki sposób jest przyrządzana u nich kawa. Pochodziłam, niejedną kawę wypiłam, niejedno słodkie posmakowałam i doszłam do swojej ulubionej, wychodzonej TRÓJKI! O innych kawiarniach rozpiszę się u Maćka ;) Czekajcie!

Moją największą, kawową miłością jest MINISTER CAFE. Tutaj na samym starcie, czujesz się jak u siebie. Pracują tutaj super ludzie, że czasem wracasz dla nich :) Później dla kawy i słodkiego. Przyznam się cichaczem, że dane mi było pracować tam kilka dni. Jednak miłość do social media plus jedzeniowe projekty okazały się silniejsze, ale do dzisiaj wspominam z sentymentem te kilka zmian. Wraz z IGERSAMI, odwiedzam to miejsce minimum raz w tygodniu, więc nieoficjalnie mianowaliśmy kawiarnię naszym miastowym centrum dowodzenia ;)
W skrócie, to miejsce ma duszę. Pniesz się przez wysokie schody, by następnie chodzić po skrzypiącej podłodze, sprawdzając godzinę na zardzewiałym zegarze, wypić kawę przy melonikowych lampkach i z Ministrem za plecami. 
Wypiłam tutaj cysterny dripów i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że mój wybór okazał się błędem. Za każdym razem wychodzę szczęśliwa, bo mała czarna, bo ludzie, bo miejsce! Dodatkowo karta jedzeniowa, czyli śniadania, panini (wege i mięso), pastrami. Dla każdego coś dobrego, albo dla każdego brzuszka coś dobrego. Okeeej, zrobiłam się głodna!




STRAGAN KAWIARNIA to w sumie taka sąsiadka Ministra :) Pamiętam jeszcze czarną tablicę w Straganie, która teraz jest biała. W sumie już pyknęło nam trzy lata jak się znamy! To tutaj wypiłam swojego pierwszego dripa i od tego czasu zakochałam się bez opamiętania w alternatywnym parzeniu kawy. Odchodząc na chwilę od tej czarnej substancji, sam wystrój kawiarni jest OBŁĘDNY. W sensie, ceglaste ściany, których jestem wielką fanką! Boge boge boge! Do tego stoliki i oszklona sciana przez którą możesz obserwować przechodniów. Teraz mi nie mówcie, że tego nie robicie :> Przecież widzę jak się teraz uśmiechacie :D Wisząca lampka zrobiona z filtra aeropressu, cały drewniany bar i ściana, gdzie przypinane są opakowania od kaw, które zostały wypite do ostatniego ziarenka. Jeśli nie zakochaliście się w wystroju, dalej o kawie ;)
Od postawy, czyli dripa po syfon, który w Poznaniu nie był zbyt popularny. Większa goryczka, może trochę posmaku owocowego, tutaj serio dostaniesz tego po co przyszedłeś, czyli po dobrą kawę. Podoba mi się też ich zasada, której się trzymają od samego początku. Zrobią kawę i gdy widzą, że chcesz posłodzić, proponują najpierw byś posmakował napoju gorzkiego. Wtedy czujesz prawdziwy smak kawy, a nie słodkość. Przecież picie tej małej czarnej polega na delektowaniu się nią, nie? :)




TŁOK, jak sama nazwa wskazuje jest małą kawiarnią. Może rozmiarami nie powala na kolana, ale poziom serwowanej kawy i wypieków robi swoje! Jeżyce od kilku lat (no dobra, od 3) przechodzą swoją drugą młodość i znajdziemy tutaj kilka ciekawych miejsc, które rozkochają nas w sobie od przekroczeia progu. Tak właśnie było z Tłokiem. Żurawia 13 przez dłuższy czas była przepisywana z tygodnia na tydzień, aż w końcu, całkiem przypadkiem dotarłam do miejsca docelowego. Pierwsza myśl; "jak tu ciasno", druga (bardzo kobieca) myśl: "gdzie jest łazienka?!", a trzecia: "uff drip :)". Przyszłam raz, przyszłam drugi, przyprowadziłam ze sobą moją randkę (chyba randkę), później Igersów, aż na końcu moja Ruuu się załapała :) Do tego, w miejscach kawiarnianych, oprócz dobrej kawy, chcesz poczuć się szczególnie, a Tłok właśnie to oferuje. Możesz się integrować i z czworonogami i z innymi sympatykami tego miejsca. Zamienić kilka słów z baristami. Przy siorbaniu i sprawdzaniu, gdzie uciekł ostatni okruszek ciasta, możecie pograć w gry. Serio, jest to cudowne miejsce :) O RANY! Zapomniałabym o najważniejszym! Łazienka! Po prostu zejdźcie piętro niżej :)





Skoro weekend za pasem, już wiecie, gdzie można go spędzić :)

Wchodzi kawa, cała na czarno, czyli moja kawiarniana trójka w Poznaniu!

Ostatnie kilka (albo i kilkanaście) tygodni spędziłam nad ogarnięciem tego, czy maleństwo bloguje będzie dalej żyło, czy się pożegnamy. Doszłam do wniosku, że jednak nie potrafię zamknąć na cztery spusty czegoś, co sprawia mi radość. Jedzenie jest cudowne, ale czasem miło napisać kilka słów od siebie, więc maleństwo bloguje zostaje! Ze spokojem tam :)
Ze wstydliwym rumieńcem na twarzy spoglądam na ostatnią datę publikowanego tekstu... o zgrozo! WRZESIEŃ, czyli zrobiłam to źle. Skoro postanowiłam wrócić, tak na dobre, to na rozpoczęcie napiszę o czymś, co sprawia mi po jedzeniu, drugą radość w życiu. Kawa. Czarna, z mlekiem, posłodzona, gorzka, alternatywna, z ekspresu, od koloru do wyboru. Momentalnie mam uśmiech na twarzy, gdy idę do swoich ulubionych kawiarni w Poznaniu i dostaję to, po co przyszłam. Po wspaniały, czarny nektar, który potrafi zamienić nawet najgorszy dzień na lepszy.
Od jakiegoś czasu w Poznaniu można zaobserwować przyrost dobrych miejsc, gdzie bariści, jak i sami właściciele, zwracają dużą uwagę na to w jaki sposób jest przyrządzana u nich kawa. Pochodziłam, niejedną kawę wypiłam, niejedno słodkie posmakowałam i doszłam do swojej ulubionej, wychodzonej TRÓJKI! O innych kawiarniach rozpiszę się u Maćka ;) Czekajcie!

Moją największą, kawową miłością jest MINISTER CAFE. Tutaj na samym starcie, czujesz się jak u siebie. Pracują tutaj super ludzie, że czasem wracasz dla nich :) Później dla kawy i słodkiego. Przyznam się cichaczem, że dane mi było pracować tam kilka dni. Jednak miłość do social media plus jedzeniowe projekty okazały się silniejsze, ale do dzisiaj wspominam z sentymentem te kilka zmian. Wraz z IGERSAMI, odwiedzam to miejsce minimum raz w tygodniu, więc nieoficjalnie mianowaliśmy kawiarnię naszym miastowym centrum dowodzenia ;)
W skrócie, to miejsce ma duszę. Pniesz się przez wysokie schody, by następnie chodzić po skrzypiącej podłodze, sprawdzając godzinę na zardzewiałym zegarze, wypić kawę przy melonikowych lampkach i z Ministrem za plecami. 
Wypiłam tutaj cysterny dripów i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że mój wybór okazał się błędem. Za każdym razem wychodzę szczęśliwa, bo mała czarna, bo ludzie, bo miejsce! Dodatkowo karta jedzeniowa, czyli śniadania, panini (wege i mięso), pastrami. Dla każdego coś dobrego, albo dla każdego brzuszka coś dobrego. Okeeej, zrobiłam się głodna!




STRAGAN KAWIARNIA to w sumie taka sąsiadka Ministra :) Pamiętam jeszcze czarną tablicę w Straganie, która teraz jest biała. W sumie już pyknęło nam trzy lata jak się znamy! To tutaj wypiłam swojego pierwszego dripa i od tego czasu zakochałam się bez opamiętania w alternatywnym parzeniu kawy. Odchodząc na chwilę od tej czarnej substancji, sam wystrój kawiarni jest OBŁĘDNY. W sensie, ceglaste ściany, których jestem wielką fanką! Boge boge boge! Do tego stoliki i oszklona sciana przez którą możesz obserwować przechodniów. Teraz mi nie mówcie, że tego nie robicie :> Przecież widzę jak się teraz uśmiechacie :D Wisząca lampka zrobiona z filtra aeropressu, cały drewniany bar i ściana, gdzie przypinane są opakowania od kaw, które zostały wypite do ostatniego ziarenka. Jeśli nie zakochaliście się w wystroju, dalej o kawie ;)
Od postawy, czyli dripa po syfon, który w Poznaniu nie był zbyt popularny. Większa goryczka, może trochę posmaku owocowego, tutaj serio dostaniesz tego po co przyszedłeś, czyli po dobrą kawę. Podoba mi się też ich zasada, której się trzymają od samego początku. Zrobią kawę i gdy widzą, że chcesz posłodzić, proponują najpierw byś posmakował napoju gorzkiego. Wtedy czujesz prawdziwy smak kawy, a nie słodkość. Przecież picie tej małej czarnej polega na delektowaniu się nią, nie? :)




TŁOK, jak sama nazwa wskazuje jest małą kawiarnią. Może rozmiarami nie powala na kolana, ale poziom serwowanej kawy i wypieków robi swoje! Jeżyce od kilku lat (no dobra, od 3) przechodzą swoją drugą młodość i znajdziemy tutaj kilka ciekawych miejsc, które rozkochają nas w sobie od przekroczeia progu. Tak właśnie było z Tłokiem. Żurawia 13 przez dłuższy czas była przepisywana z tygodnia na tydzień, aż w końcu, całkiem przypadkiem dotarłam do miejsca docelowego. Pierwsza myśl; "jak tu ciasno", druga (bardzo kobieca) myśl: "gdzie jest łazienka?!", a trzecia: "uff drip :)". Przyszłam raz, przyszłam drugi, przyprowadziłam ze sobą moją randkę (chyba randkę), później Igersów, aż na końcu moja Ruuu się załapała :) Do tego, w miejscach kawiarnianych, oprócz dobrej kawy, chcesz poczuć się szczególnie, a Tłok właśnie to oferuje. Możesz się integrować i z czworonogami i z innymi sympatykami tego miejsca. Zamienić kilka słów z baristami. Przy siorbaniu i sprawdzaniu, gdzie uciekł ostatni okruszek ciasta, możecie pograć w gry. Serio, jest to cudowne miejsce :) O RANY! Zapomniałabym o najważniejszym! Łazienka! Po prostu zejdźcie piętro niżej :)





Skoro weekend za pasem, już wiecie, gdzie można go spędzić :)

niedziela, 20 września 2015

Dla takich rzeczy warto zakochać się w Poznaniu...



Jakiś czas temu odbył się Culinary Fest (kolejna edycja już w listopadzie).  Wczoraj, u Cyryla, odbyło się spotkanie prasowe kolejnego festiwalu, tym razem kawy :) czyli porannej energii, która daje mi się wybudzić z każdego zaspania. Trzecia edycja, która zaczyna się już jutro (21.09) i będzie trwała do 27 września, czyli do niedzieli. 





Mała czarna wśród kaw jest tematem przewodnim zbliżającej się edycji. Czyli nic innego jak espresso! Przyznam się bez bicia, że w życiu nie piłam tej czarnej mazi. Jestem zakochana w alternatywnym parzeniu kawy, a gdy mam już wypić kawę z ekspresu, to zawsze wybieram latte. Wiem, nie są to jakieś wyżyny w kategorii kaw, ale lepsze to niż rozpuszczalna. Grzech. Więcej nie powiem :D 
Podczas festiwalowych dni, zawsze mamy do wyboru całkiem spoko miejsca, które opuszczamy z uśmiechem na twarzy :) Tutaj akurat mam na myśli te jedzeniowe, bo tylko jadłam, nie piłam. Jednak jak po Culinary Fest wychodziłam zadowolona, to dlaczego po KAWA Festiwal nie mam wyjść zadowolona? Czekać na nas będą kawy solo/desery solo i w duecie. Cenowo jak zawsze na plus, czyli samotna kawa to wydatek 6 złotych, deser na raz to 7 złotych, a pakiet to 10 złotych. Jeszcze jakieś pytania? :) 
Chyba wiem jakie! Gdzie będzie można się przejść, by posmakować dobrego espresso i jakiegoś ciacha na zadowolenie podniebienia ;)

3 KOLORY, Wiankowa 3
BOUTIQUE MEDITERRANEA, Święty Marcin 51
CAFE MISJA, Gołębia 1
CAFE SOHO, Wroniecka 2/3 
CYRYL, Libelta 1a
CZEKOLADOWA CHWILA, Chojnicka 48 (Kiekrz)
DA VINCI, Plac Wolności 10
DZIEDZICZNE TRADYCJE, Ślusarska 5
GOFROWNIA 21, Kramarska 21
PETIT PARIS, Stary Browar, przy Szachownicy, Pasaż 0
PTASIEK, Żydowska 10
REPUBLIKA RÓŻ, Plac Kolegiacki 2a
POŻEGNANIE Z AFRYKĄ, Stary Browar, Dziedziniec Sztuki, mały korytarz za Werandą
SORRIR, Pasaż Apollo
STREET CAFE, Fredry 2
WERANDA CAFE, Świętosławska 10






Zerkając na menu już widzę, że moje nowe postanowienia, odżywania się zdrowiej, właśnie legło w gruzach ;) No ale ze spokojem! Jeszcze uda mi się je zrealizować :)

Zdjęcia: Culinary Fest :)

Dla takich rzeczy warto zakochać się w Poznaniu...



Jakiś czas temu odbył się Culinary Fest (kolejna edycja już w listopadzie).  Wczoraj, u Cyryla, odbyło się spotkanie prasowe kolejnego festiwalu, tym razem kawy :) czyli porannej energii, która daje mi się wybudzić z każdego zaspania. Trzecia edycja, która zaczyna się już jutro (21.09) i będzie trwała do 27 września, czyli do niedzieli. 





Mała czarna wśród kaw jest tematem przewodnim zbliżającej się edycji. Czyli nic innego jak espresso! Przyznam się bez bicia, że w życiu nie piłam tej czarnej mazi. Jestem zakochana w alternatywnym parzeniu kawy, a gdy mam już wypić kawę z ekspresu, to zawsze wybieram latte. Wiem, nie są to jakieś wyżyny w kategorii kaw, ale lepsze to niż rozpuszczalna. Grzech. Więcej nie powiem :D 
Podczas festiwalowych dni, zawsze mamy do wyboru całkiem spoko miejsca, które opuszczamy z uśmiechem na twarzy :) Tutaj akurat mam na myśli te jedzeniowe, bo tylko jadłam, nie piłam. Jednak jak po Culinary Fest wychodziłam zadowolona, to dlaczego po KAWA Festiwal nie mam wyjść zadowolona? Czekać na nas będą kawy solo/desery solo i w duecie. Cenowo jak zawsze na plus, czyli samotna kawa to wydatek 6 złotych, deser na raz to 7 złotych, a pakiet to 10 złotych. Jeszcze jakieś pytania? :) 
Chyba wiem jakie! Gdzie będzie można się przejść, by posmakować dobrego espresso i jakiegoś ciacha na zadowolenie podniebienia ;)

3 KOLORY, Wiankowa 3
BOUTIQUE MEDITERRANEA, Święty Marcin 51
CAFE MISJA, Gołębia 1
CAFE SOHO, Wroniecka 2/3 
CYRYL, Libelta 1a
CZEKOLADOWA CHWILA, Chojnicka 48 (Kiekrz)
DA VINCI, Plac Wolności 10
DZIEDZICZNE TRADYCJE, Ślusarska 5
GOFROWNIA 21, Kramarska 21
PETIT PARIS, Stary Browar, przy Szachownicy, Pasaż 0
PTASIEK, Żydowska 10
REPUBLIKA RÓŻ, Plac Kolegiacki 2a
POŻEGNANIE Z AFRYKĄ, Stary Browar, Dziedziniec Sztuki, mały korytarz za Werandą
SORRIR, Pasaż Apollo
STREET CAFE, Fredry 2
WERANDA CAFE, Świętosławska 10






Zerkając na menu już widzę, że moje nowe postanowienia, odżywania się zdrowiej, właśnie legło w gruzach ;) No ale ze spokojem! Jeszcze uda mi się je zrealizować :)

Zdjęcia: Culinary Fest :)

niedziela, 13 września 2015

Do trzech razy sztuka... a raczej pizza.

Poszukiwania idealnej pizzy to jednak bardzo trudne zadanie. Więcej było rozpaczy w moim kulinarnym serduszku niż zabawy podczas odwiedzania pizzerii. Nie polecam. No ale zaczynam od początku! Tak podobno najlepiej. 

Pytałam znajomych, czytałam opinie zupełnie obcych mi ludzi. Na pierwszy ogień poszła pizzeria znajdująca się rzut beretem od Maleństwowej Wildy. Suszone Pomidory. Nie wiem, co bardziej mi nie pasowało, średnia pizza czy może podejście obsługi do gości. Pracując w gastronomii przez ponad rok, powtarzano mi wielokrotnie, że gość jest najważniejszy i po wyjściu ma mieć chęć wrócić. Z Suszonymi Pomodorami jest tak, że nie chcę tam wracać. Zrobiłam dwa podejścia, które teraz wydają się stratą czasu. 
Podczas pierwszej wizyty, już na samym wejściu zostałam olana (a chciałam się tylko dowiedzieć, który stolik będzie wolny przez najbliższą godzinę). Jestem w stanie zrozumieć, że mają sajgon, że dużo ludzi, że jest jakaś sytuacja krytyczna, bo np. skończył się jakiś dodatek. No, ale dobra, MAM STOLIK. Brudny, bo nie został od razu posprzątny po poprzednich gościach, ale MAM! Przez 10 minut siedziałam potulnie, czekając na obsługę, która spostrzeże, że jednak to nie jest mój bałagan. No ale nie będę czekać w nieskończoność. Tylko za księciem z bajki mogę tyle czekać :D Czyli co, grzecznie zaczepiam kelnera i proszę o posprzątanie stolika, "Za chwilę się ktoś tym zajmie." Tak? Zdążyłam wybrać (co zawsze jest trudnym zadaniem) i zamówić pizzę, ja i mój znajomy. Stolik dalej brudny. Aż w końcu zaczepiłam innego kelnera, który w końcu zajął się tym, czym jego znajomi nie potrafili. Stolik czysty i po chwili dostaliśmy pizzę. Może to zamierzona organizacja, nie wiem i nie chce wnikać. Ciasto na papierze? Jeszcze się okaże, że zjadłam go tyle samo, co pizzy ;) Brak oliwy na każdym stoliku, brak sztućców... jeśli sama mam wszystkiego pilnować, to śmiało mówcie na wstępie. No i właśnie! Gdy zamawia się dodatkowe składniki, powinny chyba być na pizzy, prawda? 
Drugi mój pobyt tam po prostu przemilczę. Skoro Margarita, która jest najprostszą pizzą pod słońcem, jest tak bardzo nijaka, że boli, to chyba wystarczy...



Podobno, kto pyta nie błądzi. To ja może przestanę pytać, bo się zdążę zgubić zanim trafię do dobrej pizzerii. Na pytanie, gdzie dostanę PYSZNĄ pizzę, usłyszałam "FRONTIERA na Szewskiej, wyjdziesz zakochana". Chwalą, to pójdę. Przecież pytałam się znajomego, który jest smakoszem dobrego jedzenia tak samo jak ja. Nie mam pojęcia, jaką miałam minę przekraczając próg lokalu, ale w środku, byłam zrozpaczona. Byłam takim małym balonikiem z którego zaczęło uchodzić powietrze. Jednak coś jeszcze w nim zostało! Chwila namysłu i wybór padł na Rzeźnicką i Chorizo (?!). Wiecie, że menu tutaj kłamie? :( Miałam dostać OSTRY sos a dostałam coś, co przypominało łagodny sos pomidorowy. Co poszło tutaj nie tak?! Później było tylko gorzej. Rozumiem, że mogą być przypalone brzegi to tu, to tam, jednak przesadą jest przypalenie jej z każdej możliwej strony (boki i spód) i tego, co jest na pizzy. Tak cieszyłam się na chorizo a dostałam plasterki spalonej na obwodzie kiełbasy. Spoko, mój układ pokarmowy pewnie był zadowolony, jednak kubki smakowe chyba słuchały marsza żałobnego. Co najdziwniejsze, znajomy zamawiający Rzeźnicką, otrzymał apetycznie wyglądającą pizzę. Jego mina też świadczyła o tym, że jest bardziej zadowolony niż ja ;) Trochę marnie wypadli, powietrza w baloniku nie ma. Nawet teraz mi smutno, że PODOBNO najlepsza pizzeria w Poznaniu sprawiła mi taaaaak duży zawód miłosny, że moje 156cm nie może tego znieść :(


Do trzech razy sztuka, prawda? TAAAAAK! 
W weekend miałam rudzielcowego gościa i zrobiłam jej maraton po dobrych miejscach w Poznaniu :) Czyli był TŁOK, MINISTER, STARY BROWAR. Jednak nie samą kawą i wystawą Lets dance żyje człowiek ;) Kierowałyśmy swoje kroki do Wytwórni Lodów Tradycyjnych (bo jak Jeżyce, to tam też trzeba pójść) i wtem! Pojawił się ON! BuffBuss Pizza Truck. Szczerze? Nie przepadam za foodtruckami. Chyba jestem za bardzo wygodna, ale najlepiej czuję się w lokalu, gdzie wiatr nie porywa mi serwetki, mam łazienkę, gdzie mogę umyć ręcę przed posiłkiem i nikt z ulicy nie zagląda mi do talerza ;) No ale co mi szkodzi zobaczyć, z czym to się je ;)
Gdy już ogarnęłam, co chcę jeść (padło na Margaritę, bo jeśli to smakuje, będzie smakować WSZYSTKO!), zaczęłam się zastanawiać, czy tym razem też wyjdę ze zniesmaczoną miną... "Przyszła" pizza i była tak pyszna, że brak słów. Ciasto, sos, wszystko (autentycznie, teraz moje ślinianki chyba sądzę, że znowu będą jeść takie cudo kulinarne :D). Trafiłam do maleństwowego raju, gdzie mają najlepsze pizze w Poznaniu! #truestorybro Co tam, że cała się upaćkałam z Ruuu, było było warto!


Czyli co, musiałam pocałować kilka niezbyt ciekawych żab, by znaleźć swojego księcia :) Serduszko już poskładałam i jestem szczęśliwym Maleństwem, bo w końcu mam "swoje" miejsce do którego będę wracać po dobrą pizzę :)

Do trzech razy sztuka... a raczej pizza.

Poszukiwania idealnej pizzy to jednak bardzo trudne zadanie. Więcej było rozpaczy w moim kulinarnym serduszku niż zabawy podczas odwiedzania pizzerii. Nie polecam. No ale zaczynam od początku! Tak podobno najlepiej. 

Pytałam znajomych, czytałam opinie zupełnie obcych mi ludzi. Na pierwszy ogień poszła pizzeria znajdująca się rzut beretem od Maleństwowej Wildy. Suszone Pomidory. Nie wiem, co bardziej mi nie pasowało, średnia pizza czy może podejście obsługi do gości. Pracując w gastronomii przez ponad rok, powtarzano mi wielokrotnie, że gość jest najważniejszy i po wyjściu ma mieć chęć wrócić. Z Suszonymi Pomodorami jest tak, że nie chcę tam wracać. Zrobiłam dwa podejścia, które teraz wydają się stratą czasu. 
Podczas pierwszej wizyty, już na samym wejściu zostałam olana (a chciałam się tylko dowiedzieć, który stolik będzie wolny przez najbliższą godzinę). Jestem w stanie zrozumieć, że mają sajgon, że dużo ludzi, że jest jakaś sytuacja krytyczna, bo np. skończył się jakiś dodatek. No, ale dobra, MAM STOLIK. Brudny, bo nie został od razu posprzątny po poprzednich gościach, ale MAM! Przez 10 minut siedziałam potulnie, czekając na obsługę, która spostrzeże, że jednak to nie jest mój bałagan. No ale nie będę czekać w nieskończoność. Tylko za księciem z bajki mogę tyle czekać :D Czyli co, grzecznie zaczepiam kelnera i proszę o posprzątanie stolika, "Za chwilę się ktoś tym zajmie." Tak? Zdążyłam wybrać (co zawsze jest trudnym zadaniem) i zamówić pizzę, ja i mój znajomy. Stolik dalej brudny. Aż w końcu zaczepiłam innego kelnera, który w końcu zajął się tym, czym jego znajomi nie potrafili. Stolik czysty i po chwili dostaliśmy pizzę. Może to zamierzona organizacja, nie wiem i nie chce wnikać. Ciasto na papierze? Jeszcze się okaże, że zjadłam go tyle samo, co pizzy ;) Brak oliwy na każdym stoliku, brak sztućców... jeśli sama mam wszystkiego pilnować, to śmiało mówcie na wstępie. No i właśnie! Gdy zamawia się dodatkowe składniki, powinny chyba być na pizzy, prawda? 
Drugi mój pobyt tam po prostu przemilczę. Skoro Margarita, która jest najprostszą pizzą pod słońcem, jest tak bardzo nijaka, że boli, to chyba wystarczy...



Podobno, kto pyta nie błądzi. To ja może przestanę pytać, bo się zdążę zgubić zanim trafię do dobrej pizzerii. Na pytanie, gdzie dostanę PYSZNĄ pizzę, usłyszałam "FRONTIERA na Szewskiej, wyjdziesz zakochana". Chwalą, to pójdę. Przecież pytałam się znajomego, który jest smakoszem dobrego jedzenia tak samo jak ja. Nie mam pojęcia, jaką miałam minę przekraczając próg lokalu, ale w środku, byłam zrozpaczona. Byłam takim małym balonikiem z którego zaczęło uchodzić powietrze. Jednak coś jeszcze w nim zostało! Chwila namysłu i wybór padł na Rzeźnicką i Chorizo (?!). Wiecie, że menu tutaj kłamie? :( Miałam dostać OSTRY sos a dostałam coś, co przypominało łagodny sos pomidorowy. Co poszło tutaj nie tak?! Później było tylko gorzej. Rozumiem, że mogą być przypalone brzegi to tu, to tam, jednak przesadą jest przypalenie jej z każdej możliwej strony (boki i spód) i tego, co jest na pizzy. Tak cieszyłam się na chorizo a dostałam plasterki spalonej na obwodzie kiełbasy. Spoko, mój układ pokarmowy pewnie był zadowolony, jednak kubki smakowe chyba słuchały marsza żałobnego. Co najdziwniejsze, znajomy zamawiający Rzeźnicką, otrzymał apetycznie wyglądającą pizzę. Jego mina też świadczyła o tym, że jest bardziej zadowolony niż ja ;) Trochę marnie wypadli, powietrza w baloniku nie ma. Nawet teraz mi smutno, że PODOBNO najlepsza pizzeria w Poznaniu sprawiła mi taaaaak duży zawód miłosny, że moje 156cm nie może tego znieść :(


Do trzech razy sztuka, prawda? TAAAAAK! 
W weekend miałam rudzielcowego gościa i zrobiłam jej maraton po dobrych miejscach w Poznaniu :) Czyli był TŁOK, MINISTER, STARY BROWAR. Jednak nie samą kawą i wystawą Lets dance żyje człowiek ;) Kierowałyśmy swoje kroki do Wytwórni Lodów Tradycyjnych (bo jak Jeżyce, to tam też trzeba pójść) i wtem! Pojawił się ON! BuffBuss Pizza Truck. Szczerze? Nie przepadam za foodtruckami. Chyba jestem za bardzo wygodna, ale najlepiej czuję się w lokalu, gdzie wiatr nie porywa mi serwetki, mam łazienkę, gdzie mogę umyć ręcę przed posiłkiem i nikt z ulicy nie zagląda mi do talerza ;) No ale co mi szkodzi zobaczyć, z czym to się je ;)
Gdy już ogarnęłam, co chcę jeść (padło na Margaritę, bo jeśli to smakuje, będzie smakować WSZYSTKO!), zaczęłam się zastanawiać, czy tym razem też wyjdę ze zniesmaczoną miną... "Przyszła" pizza i była tak pyszna, że brak słów. Ciasto, sos, wszystko (autentycznie, teraz moje ślinianki chyba sądzę, że znowu będą jeść takie cudo kulinarne :D). Trafiłam do maleństwowego raju, gdzie mają najlepsze pizze w Poznaniu! #truestorybro Co tam, że cała się upaćkałam z Ruuu, było było warto!


Czyli co, musiałam pocałować kilka niezbyt ciekawych żab, by znaleźć swojego księcia :) Serduszko już poskładałam i jestem szczęśliwym Maleństwem, bo w końcu mam "swoje" miejsce do którego będę wracać po dobrą pizzę :)