piątek, 12 września 2014

But first... zrób mi omlet ;)

Broniłam się przed porannym omletem. No i się złamałam, jak to typowa kobieta. Moja silna wola jednak nie ma się dobrze skoro uległam tak łatwo. Przesadziłam z tym "łatwo", bo robiłam to zaciekle przez dwa lata ;) Ha! Mam Was :P
Dość owijania w bawełnę, tylko zabieramy się za pichcenie!



Potrzebujemy:

2 rozkłócone jajka
1/2 małej papryki
2 pomidory
2 średniej wielkości pieczarki
szalotkę ze szczypiorkiem
2 plastry szynki
sól pieprz
ulubione zioła
łyżkę oliwy z oliwek
opcjonalnie rzodkiewka

Będzie szybko i smacznie ;) czyli... rozkłócone jajka doprawiamy według uznania, bo co ja Wam będę mówić, skoro doskonale znacie swoje podniebienia ;) Odstawiamy na dłuższą chwilę.
Teraz zabieramy się za nasz farsz. Pomidory i paprykę kroimy w średnią kostkę. Cebulkę siekamy a szynkę i piekarki kroimy w paski.
Rozgrzewamy naszą oliwę z oliwek na patelni i przez krótki czas podsmażamy warzywa + szynkę. Odstawiamy zawartość patelni i wylewamy na nią naszą masę jajeczną. Robimy to zdecydowanym ruchem, by masa pokryła całe dno. Płaską kopystką (poznański slang, wybaczcie ;)), podważamy brzegi, gdy widzimy, że się ścinają. Mamy doprowadzić do tego, by płynna masa jajeczna poprzez podnoszenie ściętej, spływała pod spód.


Wrzucamy nasze warzywa na połowę omletu i jeszcze przez moment trzymamy nasz posiłek na patelni. Starajmy się nie przekroczyć 4 minut ;) Delikatnie zsuwamy danie na talerz i przykrywamy "kołderką" ;) Wierzch posypujemy szczypiorkiem i pomidorami a rzodkiewki będą nam robiły za przygryzkę ;) 
Btw nie mam pojęcia przed czym się tak wzbraniałam ;)



Smacznego :*


czwartek, 11 września 2014

Makaron orkiszowy w roli głównej.

Cud miód box moi drodzy to super sprawa ;) Raz w miesiącu smakołyki lądują na Maleństwowej Wildzie pod same drzwi, więc... jak ich nie kochać ;)
No i takim oto sposobem, na dzisiejszym obiedzie, pierwsze skrzypce grał makaron orkiszowy. Przyznam szczerze, że to pierwsze moje zetknięcie z takim makaronem ;) I coś myślę, że na jednym spotakniu się nie skończy <3 Przynajmniej jest jednostronne #lowkilowki!
No ale to nie o mojej miłości ma być mowa, tylko o daniu obiadowym ;)
Nie chcę wytykać palcem ale taka jedna twitterowiczka => @Hichotka, poprosiła o rozwinięcie przepisu i tadam, najpierw zdjęcie, potem przepis ;) Wszystko musi być zachowane, co nie? ;)


Potrzebujemy:

makaron orkiszowy
2 świeże pomidory
3 suszone pomidory (pochwalę się, bo ususzyłam w maleństwowym piekarniku)
szalotka z zielonym szczypiorem
1/2 małej papryki
mały kawałek wędzonego boczku
mały jogurt grecki
jedno jajko
sól pieprz 
ulubione przyprawy
2 łyżki oliwy z oliwek

Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. 
Pomidory myjemy, osuszamy i kroimy wedle uznania (paski, ósemki, kostkę). Paprykę i cebulę kroimy w małą kostkę, natomiast boczek w cienkie paseczki. 
Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, wrzucamy warzywa (bez świeżego pomidora i szczepiorku od szalotki) i boczek, no i wiadomo, co robimy ;) Smażymy!
W międzyczasie odcedzamy makaron, bo przecież zdążył już się nam ugotować (mniam!) i zabieramy się za łączenie 3 łyżek jogurtu greckiego i jajka. Doprawiamy do smaku, tak jak lubimy najbardziej i wlewamy masę na patelnię. Mieszamy tak długo aż masa się zetnie (postarajmy się, by nie trwało to dłużej niż 2 minuty). Teraz pozostaje połączyć makaron z naszym sosem, nałożyć ładnnnnie do miski/głębszego talerza, posypać pomidorkami i posiekanym szczypiorkiem, poszukać widelca i... można jeść ;)

Smacznego! ;)






środa, 10 września 2014

Przetwory? ;)

Ojoj co się dzieje w Maleństwowej kuchni? Pachnie przetworami, a raczej dżemorami <3 MNIAM!
Tyle mam do powiedzienia w tym temacie ;) A co tam! 
Zaczęło się niewinnie... kupiłam kilogram najzwyklejszych śliwek ;) To był błąd! Po telefonie do Maleństwowej Izy i wyszukaniu zapieczętowanemu kilogramowi cukru, Asia wzieła się za dżemorowanie ;)
No i tym sposobem obdarowana została Mama, Karolina, Paulina i Magdalena ;) Wszystkie kobietki zachwalają ile mogą (spokojnie, nic im nie zapłaciłam ;) Dobra, dostały śliwkowe szaleństwo za darmo ;)) i dlatego Maleństwo postanowiło przyjąć zaproszenie od poznańskiego SPOT. na wystawę słoikową ;) 


Czyli tak, przyszła niedziela, tj. 14.09, znajdziecie Maleństwo na Dolnej Wildzie 87 i będziecie mogli zakupić:

dżemor śliwkowy
dżemor śliwkowo - pomarańczowo - winogronowy
dżemor figowy
lecze wegetariańskie
sos do makaronu, putanasca 


No i jak z Wami będzie ;)? 

czwartek, 4 września 2014

Tortilla z warzywami. Z mięsem.

Wrzesień. Wrrr od razu kojarzy się z krótszymi dniami, chłodnym wiatrem i deszczem. Maleństwo nie lubi deszczu ale deszcz lubi Maleństwo, bo zawsze leci na mnie. Ciężkie to życie! :D Grunt, że kuchnia przez cały rok jest taka kochana i pozwala na maleństwowe rewolucje :) #tylewygrać
Tyle gotowałam, tyle fociłam, a nie miałam czasu dodać przepisów, bo doba krótka, bo zmęczenie, bo miliony wymówek.
Powrót zaczynam od tortilli. Szybko, smacznie i później turlasz się po mieszkaniu ;) Inaczej się nie da ;) Serio, serio!


Potrzebujemy:

opakowanie tortilli (niebawem będzie podejście do zrobienia własnej!)
mała papryka
4 pieczarki
szalotka
1/2 średniej cukinii
3 polędwiczki
4 pomidorki limo
mały jogurt grecki
2 ząbki czosnku
sól
pieprz
słodka wędzona papryka




Warzywa kroimy według uznania, w kostkę, podłużnie, jak kto woli. 
Polędwiczki doprawiamy przyprawami i zalewamy oliwą z oliwek, by przeszły w smaku. W międzyczasie - do jogurtu greckiego dodajemy czosnek, wcześniej drobniutko posiekany, łączymy ze szczyptą soli, pieprzu i papryki. Dokładnie mieszamy i wstawiamy do lodówki, gdzie nasz sos będzie czekał na finisz przygotowań ;) 
Pieczarki i kurczaka smażymy na oliwie z oliwek i dodajemy do naszej tortillowej rodzinki smakowej ;) Na samym końcu podgrzewamy nasze tortille, by nam grzały obiad ;)






Czyli smacznego, czy coś w ten deseń ;)

niedziela, 6 lipca 2014

Udko w marynacie czosnkowej z sałatką z pomidorów i pieczonymi ziemniakami.

Wróciłam. Tak na dobre. Już teraz. Znowu nabrałam ochoty na gotowanie. Powróciła dawna radość życia i nie ma żadnego patrzenia w przeszłość! Tylko w przyszłość! :) Bo tak najlepiej. 

W planach tak dużo do ogarnięcia, ale zaczynam od tych przyjemniejszych zmian. Częściej posty, nowe cykle i dużo Maleństwa :) ostrzegam! Będziecie mieć mnie dość ;) Miłej #sunday :)



Dzisiaj obiadowo. Trochę czosnku, więc gdy chcesz się całować, pomyśl dwa razy przed pichceniem ;)  no jedynie, że oboje będziecie romantycznie pachnieć czochem <3 #lowkilowki MIĘSO (bo się domagają), trochę zdrowo, bo sałatka z pomidorów i tadam - obiad, że palce lizać!

Potrzebujemy:

udko z kurczaka
2 ząbki czosnku
5 łyżek oliwy z oliwek
łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
szczypta soli i pieprzu
łyżeczka pregano

kilka młodych ziemniaków
łyżka oliwy z oliwek połączona z solą i ulubionymi ziołami

3 kolorowe pomidory
szalotka ze szczypiorem
sól
kolorowy pieprz
łyżka octuu balsamicznego
łyżka oliwy z oliwek

Udko dokładnie płuczemy i wycieramy z nadmiaru wody. Przygotowujemy marynatę, w której przetrzymujemy kurczaka przez 30 minut! W międzyczasie szoru szoru ziemniaki, bo będziemy ze zapiekać w mundurkach. Kroimy je w ósemki i zalewamy marynatą oliwną. 
Piekarnik nagrzewamy do 180'C i na początku pieczemy samego kurczaka. Po 10 minutach dodajemy ziemniaki i zapiekamy razem od czasu do czasu polewając oliwą z oliwek, by obiad się nie spalił i nie był suchy! Zrozumiano?! :) Wyciągamy po 35 minutach (no jedynie, że stwierdzicie, że 5 minut dłużej będzie spoko dla kurczaczka).
Teraz zabieramy się za sałatkę z pomidorów, która jest tak skomplikowana jak moja podróż na Rynek Wildecki <3



Pomidory myjemy, kroimy wedle uznania (kostka mała/duża, piórka, od koloru do wyboru). Z cebulą czynimy to samo. Doprawiamy do smaku. Polewamy (nie, nie alkoholem ;) ) octem balsamicznym i oliwą z oliwek. Mieszamy i czekamy aż te cacka z piekarnika będą dobre ;)



No to co, smacznego i miłej niedzieli!



poniedziałek, 12 maja 2014

Słodkie z rabarbarem raz!

Zebrałam w sobie wszystkie siły i zawojowałam kuchnię (przynajmniej tak mi się wydaję! ;)).
Rabarbar kupiłam z wyprzedzeniem, więc tym razem nie było wymówki i zabrałam się za pracę ;) Trochę oszukiwałam, bo przepisowe 4 łodygi wcale nie poszły do ciasta, tylko 3. Nie mogłam się oprzeć smaku dzieciństwa i pochłonęłam jedną zanim się zorientowałam ;) Nawet kwaskowaty smak nie był w stanie mnie odciągnąć od podjadania ;) No ale nie o podjadaniu tylko miało być o pieczeniu, więc przed Wami zdjęcie końcowe i przepis! :)


Ciasto:
1 szklanka cukru
1/4 szklanki oleju
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 szklanka maślanki
1 jajko
szczypta soli
olejek waniliowy
3-4 łodygi rabarbaru



Rabarbar obieramy z włókien i kroimy w 1,5 cm kawałki. Cukier ubijamy z olejem, dodajemy jajko i miksujemy przez kilka minut. Następnie zamieniamy mikser na kuchenną łyżkę i resztę składników łączyć będziemy manualnie ;) Na zmianę dodajemy mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną, solą z maślanką. Na samym końcu wlewamy olejek waniliowy i mieszamy przez chwilę. Następnie wylewamy 90% masy na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Układamy pokrojony rabarbar. 





Do reszty masy dodajemy:
5 łyżek mąki
6 łyżek cukru 
1 łyżeczka proszku do pieczenia


Powstałą masę rozdrabniamy palcami na okruchy i posypujemy kruszonką na wierzch ciasta. Całość pieczemy przez 40 minut w 170'C.


Palce lizać! :)

piątek, 28 marca 2014

CUD MIÓD BOX part3.

Kolejny #cudmiódbox, kolejna niespodzianka, kolejne nowe smaki.
Śląskie szkloki nie były dla mnie nowością, bo taka jedna z południa podesłała mi te smakołyki :)
Kajmak to takie moje #tylewygrać! Obawiam się, że w przyszłym tygodniu zginę w kuchni na cały dzień (albo kilka dni) ;) tylko nie wiem, czy będę wyjadać ze słoika, czy dodam do czegoś ;) #takasytuacja
Chrzan, ostry chrzan przyda się na święta. Chyba nie podzielę się z nikim :3
Vinegrette prosto od #Weranda! Już wiem, że będą kolejne zakupy w Werandzie!
Jest pysznie! Polecam Cudmiódbox :) Maleństwo.










piątek, 7 marca 2014

CUD MIÓD BOX part2.

Luty zaowocował drugą paczką do CUDMIÓDBOX
Tym razem znalazłam tam... co ja będę pisać?! Sami zobaczcie! :)















czwartek, 6 marca 2014

Ciasto buraczano - czekoladowe.

Do odważnych świat należy, więc dlaczego nie połączyć buraków i czekolady? ;)
Na pierwszy rzut oka dziwnie to wygląda, bo jak to czekolada na słodko i buraki, które nieodłącznie kojarzą się z dzieciństwem i obiadem składającym się z ziemniaków, buraczków i mięsa?! Jak?!
Mama Iza pukała się w czoło, no ale co ja poradzę, że ciekawość okazała się silniejsza niż trauma z dzieciństwa, która krzyczała w środku, że też mam się puknąć w czoło, bo żadnych buraków jeść nie będę :D
Klamka zapadła, a raczej - zakupy zrobione i ciasto zrobić trzeba ;)
Zdjęcie ostało się tylko z końcowej pracy, ale jakie smaczne :)


Na ciasto:

3 średniej wielkości buraki
100 g masła
1 tabliczka gorzkiej czekolady
2 jajka
olejek waniliowy
1 szklanka mąki
1 łyżeczka sody
szczypta soli
1 szklanka brązowego cukru Demerara
świeży tymianek do dekoracji

Buraki gotujemy, a następnie obieramy i ścieramy na tarce o średnich oczkach. 
Nie musimy odcedzać nadmiaru wody, przynajmniej ja tak nie zrobiłam i ciasto wyszło ;)
Rozpuszczamy masło, a czekoladę topimy w kąpieli wodnej. 
Do miski numer 1! wsypujemy wszystkie składniki suche: soda, sól, mąka, cukier. 
Do miski numer 2! wlewamy rozpuszczone masło, roztopioną czekoladę, roztrzepane jajka, olejek i starte buraki. Łączymy ze sobą, by później do mokrych składników dodać suche. 
Wylewamy ciasto na wyłożoną papierem do pieczenia formę i wkładamy do rozgrzanego piekarnika do 190'C na 45 minut (piekłam z termoobiegiem). Dla upewnienia, czy ciasto jest już gotowe, używamy patyczka ;) 
Po ostudzeniu dekorujemy cukrem pudrem i tymiankiem! :)
Smacznego!
Mniam!

wtorek, 4 marca 2014

Zapiekane warzywa z kurczakiem w marynacie czosnkowej.

Praca zdalna ma to do siebie, że można zjeść domowy obiad w... domu :)
Rynek Wildecki jest tuż za rogiem (no dobra, tuż za bramą ;)), czyli świeże warzywa na wyciągnięciu ręki. Do tego najnowszy numer #kukbuk i obiad gotowy :) No może nie do końca, ale jesteśmy na dobrej drodze!
Z Pauliną wyglądałyśmy jak morderczynie po obieraniu i krojeniu buraczków ;) ale nikogo nie było w pobliżu, więc obyło się bez podejrzeń ;) 
Przesadziłyśmy z ilością warzyw i turlałyśmy się na końcu po mieszkaniu, więc Wam proponuje już mniejszą ilość ;) Przecież należy dbać o czytelników :D 
Gotowi na ucztę dla podniebienia? :>

PS> uprzedzam, zacznijcie pichcić zanim głód się odezwie ;)



Zapiekane warzywa:

1 marchewka
1 mały ziemniak
1 mała seler
2 małe buraki
1 pietruszka
1 por
garść sałaty (użyłam mieszanki włoskiej)
1 cytryna

Ziemniaka obieramy, kroimy w średnią kostkę i gotujemy w osolonej wodzie.
Resztę warzyw obieramy i też kroimy w średnią kostkę. Cytrynę kroimy w grube plasterki. Sałatę dodamy na sam wierzch po polaniu marynatą.



Marynata:

3 łyżki miodu (użyłam gryczanego)
2 łyżki octu
4 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżeczki uniwersalnej przyprawy, np. Warzywko
1 łyżeczka mielonego kminku
1 łyżeczka mielonego chili

Wszystkie składniki łączymy ze sobą. Następnie polewamy nią warzywa, naczynie żaroodporne zakrywamy szczelnie folią aluminiową i wkładamy całość do rozgrzanego piekarnika do 200'C i całość pieczemy pod przykryciem przez 45 minut. 
Później pozbywamy się folii i pieczemy przez 30 minut zmniejszając temperaturę do 150'C!
(Używam piekarnika z termoobiegiem!)



Kurczak:

2 małe piersi z kurczaka
3 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
sól 
pieprz
tymianek

Piersi z kurczaka płuczemy i osuszamy ręcznikami papierowymi. Przygotowujemy marynatę, polewamy mięso i pozostawiamy do "przegryzienia" na 30 minut.
Gdy naszym warzywom zostaje 30 minut do końca piernikowej sauny, wkładamy w naczyniu żaroodpornym naszego kurczaka i zapiekamy całość!

 Tyle czekania na taaaaak pyszny obiad! :)


Smacznego! :)